'Labirynt nad morzem' to jedna z lektur, którą mam do wyboru na egzamin z Wiedzy o kulturze. Wybór książki był zupełnie przypadkowy. No może nazwisko Herberta zrobiło swoje. Co prawda biorąc pod uwagę poziom moich lekcji polskiego w szkole średniej (:/), pisarz jest mi zupełnie nieznany. Wiem - wstyd się przyznać. No cóż.
W 'Labiryncie nad morzem' Herbert przybliża czytelnikowi obraz Grecji. Nie jest to oczywiście dzieło ukazujące piękne krajobrazy czy mieszkańców i ich obyczaje. Autor pokusił się o studia nad kulturą i nad tym z czego Grecja słynie.
Sama książka została wydana już po śmierci Zbigniewa Herberta, jednak jej fragmenty publikowane były na łamach różnych czasopism w latach 70.
Podróż rozpoczynamy od Krety i odwiedzin w Muzeum w Heraklionie. Dalej udajemy się na Peloponez, do Myken, Delf, Sparty czy Olimpii - miejsc znanych każdemu z nas. Herbert zabiera nas też na Akropol, przybliża dzieje Etrusków oraz wspomina lekcje łaciny, pomocne w podróżach. Autor swoją ogromną wiedzę stawia przed rzeczywistością. Często wyobrażenia o wielkości kultury greckiej okazują się wspanialsze niż ich materialne odpowiedniki. Herbert wiele razy doznaje zawodu, a na myśl o kolejnych etapach podróży czuje niepokój i strach.
'Labirynt nad morzem' dosyć szczegółowo opisuje historie związane z ukazanymi miejscami, łączy je zarówno z dziejami dawnymi jak i czasami kiedy Grecją zainteresowali się naukowcy. Wytyka błędy i niedopatrzenia. Ukazuje także to jak na przestrzeni wieków zmieniał się obraz śródziemnomorskiego kraju.
Oprócz tych historycznych i naukowych wywodów jest też miejsce na zachwyt nad przepięknym krajobrazem Grecji. Zaznacza, że jest on całkowicie odmienny od popularnych Włoch. Kraje, pomimo bliskości, są całkowicie odmienne.
Zbigniew Herbert mimo obszerności dzieła i ogromu informacji jakie przekazał uważa, że ukazał Grecję niepełną. Jest przekonany, że zrobił to w sposób nieudolny, że nie jest 'godzien' oddać nastroju i piękna tego kraju. Pisze bowiem:
"Nie udało mi się wyrazić nawet kształtu i koloru oliwki. A przecież znam dokładnie przynajmniej jedną, tuż koło muru ogradzającego pałac Minosa w Knossos. Policzyłem wzrokiem wszystkie jej liście i noszę w sobie dokładnie jej kontur. Ale trzeba być Durerem, żeby z tego doświadczenia zrobić przedmiot.(....) Chciałem opisać".
Myślę,że pasjonatów kultury i historii książka ta zainteresuje. Ja do takich chyba nie należę. Co prawda Herbert pisze bardzo przystępnie, ukazuje wiele ciekawostek, przytacza anegdoty, ale jest tego chyba zbyt wiele jak na zwykłego 'pożeracza' książek.
Być może odnoszę takie wrażenie, gdyż dla mnie było to niejako obowiązkowa lektura, od której będzie zależała moja studencka przyszłość.
Może kiedyś powrócę do tej pozycji. W spokojniejszych już dla mnie czasach.







