9 lutego 2012

Na zachodzie bez zmian

"Na zachodzie bez zmian", zanim stało się moją lekturą obowiązkową na egzamin z Dwudziestolecia Międzywojennego, cierpliwie zajmowało swoje miejsce na liście do przeczytania. Na egzamin nie zdążyłam. Zostało mi 80 stron, które pochłonęłam w czasie międzysemestralnej przerwy. O książce można powiedzieć wiele, ale najważniejsze wydaje się być antywojenne przesłanie. Przesłanie, które niestety nie zostało wysłuchane przez przyszłe pokolenia...
Akcja toczy się wokół grupy przyjaciół ze szkoły. Początek wojny przerwał ich młodzieńczą beztroskę. Za namową nauczyciela, budzącego w nich patriotyczne uczucia, zdecydowali się na wstąpienie do wojska. Ale bohaterów poznajemy już na froncie, jako pełnoprawnych żołnierzy.
Perspektywa jednego z chłopców, Pawła, nadaje całej książce realizmu, wywołuje większe współczucie. Opis kolejnych dni na froncie przeplatany jest walką z wrogiem, odpoczynkiem, oczekiwaniem, strachem przed pociskiem czy palącym płuca gazem. Nie brakuje to zwykłych niezwykłych dni, gdy w huku oddalonej walki, żołnierze grają w karty czy kombinują jak zdobyć pożywienie.
Paweł i jego towarzysze, pomimo młodego wieku, są weteranami. Potrafią odnaleźć się w prawie każdej wojennej sytuacji, znają odgłosy pocisków, potrafią przewidzieć ich lot. Nie dają też zastraszyć się wyższym oficerom, walczą o jedzenie dążąc do zwiększenia swoich szans na przeżycie. Oprócz okropieństwa wojny, najbardziej wstrząsającym wątkiem, jest przepustka do domu.
Bohater, zaprawiony w tylu bojach, nie potrafi odnaleźć swojego miejsca w rodzinnej miejscowości. Dom staje się utrapieniem, gdzie ciężko chora matka podąża za synem współczującym wzrokiem. Ulice stają się niebezpieczne poprzez możliwość spotkania kogoś, kto wie, że Paweł jest w wojsku. Młody mężczyzna nie jest w stanie znieść dysput o wojnie, narzekania sąsiadów na brak postępów na froncie oraz na pouczających rozprawach, jak tę wojnę należy prowadzić. Jak zbawienie traktuje kończącą się przepustkę i powrót do przyjaciół rozumiejących go jak nikt inny.
Wojna zbiera straszliwe żniwo. Każdy żołnierz walczy, ale wiedza, że zabija swojego brata, tak samo jak on zmuszonego do zabijania, rujnuje psychikę każdego, nawet najsilniejszego człowieka. Końca bratobójczej walki oczekuje się tutaj z pewną obawą. Jak bowiem powrócić do normalnego życia widząc tyle zła?
"Na zachodzie bez zmian" miało ukazać jaką katastrofą jest wojna. Jeśli nawet uda się ją przeżyć, perspektywa powrotu do spokojnej rzeczywistości, zdaje się nie być zachęcającą. Bo jak, będąc mięsem armatnim, narzędziem w rękach władcy, uwierzyć w siebie i lepszą przyszłość?

4 lutego 2012

Siedem szklanek

W miłości przeciwieństwa się przyciągają. Tutaj odmienność to nie problem a zaleta. Różne charaktery nawzajem się dopełniające tworzą pewną całość, a ciągłe dopasowywanie się nie pozwala na nudę, przynosząc zaskoczenie. Magdalena Zych, autorka "Siedmiu szklanek", stworzyła powieść, gdzie dwie odmienne postacie łączy uczucie. Z pozoru wydawałoby się to opowieścią jakich wiele. Pisarka postanowiła jednak nieco namieszać fundując czytelnikowi obraz nie damsko-męskiej miłości, ale uczucia homoseksualnego.
Kuba, student anglistyki, to osoba spokojna, właściwie niezauważalna. Jego ideałem są godziny spędzone z książką, kameralne spotkania z przyjaciółmi, swego rodzaju konserwatyzm.
Dlatego, gdy przyjaciółka zabiera go na kolorową imprezę, gdzie trudno znaleźć własny kawałek podłogi, czuje się nieswojo. Jego pragnienie ucieczki jest tutaj widoczne - opuścił naturalne środowisko znajomych kątów, a tłum zabiera każdy skrawek jego intymności. Poczucie rezygnacji i bezsensu swej obecności przerywa tajemnicza gospodyni domówki. Ładna twarzyczka należy jednak nie do intrygującej kobiety, ale do.. ekscentrycznego artysty Emila.
Beznadziejny nastrój Kuby potęguje spotkanie z Emilem na balkonie, gdzie jego zachowanie budzi w bohaterze wstręt i obrzydzenie. Jednak nowo poznany mężczyzna odkrywa w nim głęboko schowane uczucia, a odmienność charakteru przyciąga.
Emil to dusza towarzystwa, nie znosząca sprzeciwów i nudy. Każdy dzień wypełniony jest spotkaniami, pracą, artystyczną pasją i uwielbieniem kontrowersji. Ubrany w damskie ciuchy i noszący perfekcyjny makijaż budzi w ludziach sprzeczne uczucia. W swój fantastyczny świat wciąga powoli, stojącego na uboczu, Kubę. A Kuba, ten racjonalny i przeciwny wszystkim wynaturzeniom chłopak, stopniowo odkrywa nowego siebie, całkiem podobnego do Emila.
"Siedem szklanek" to niewątpliwie opowieść o miłości i odkrywaniu własnej osobowości. Tutaj nic nie jest proste, a każdy, nawet ten najbardziej beztroski człowiek, nosi w sobie smutek i niespełnione pragnienia. Kuba to przykład człowieka, który przez lata zaprzeczał swej naturze, okłamywał nie tylko znajomych, ale i samego siebie. Pod maską przezroczystego chłopaka, kryła się niespokojna dusza, zdolna do walki o własne szczęście. Emil to z kolei osoba skrywająca swe marzenia, kryjąca się pod płaszczem imprezowicza i beztroskiego sposobu bycia. Magdalena Zych stopniowo odkrywa bohaterów - ostatnia strona powieści ukazuje całkowicie inne osoby niż te poznane na początki książki.
Chciałoby się powiedzieć, że "Siedem szklanek" to świetna proza nie tylko romansowa, ale i psychologiczna. Niestety - opowieść o Emilu i Kubie to dzieło dosyć przeciętne. Czytając ma się wrażenie chaosu, nieuporządkowania wątków i samego stosunku autora do prezentowanych postaci. Wrażenie niespójności potęguje zmienna narracja, przechodząca to z pierwszoosobowej na trzecio, i odwrotnie. Czasem trzeba cofnąć się o kilka zdań, by odkryć kto jest autorem konkretnych słów. Ponadto stylizacja języka - miało być nowocześnie i młodzieżowo, a wyszło... odpychająco.
A sama historia? Docenić można chęć poruszenia tematu kontrowersyjnej jeszcze miłości homoseksualnej i udowodnienie, że uczucie dwojga osób tej samej płci niczym nie różni się od uczucia kobiety i mężczyzny. Ale postać Emila chyba nie pozwala na dostrzeżenie tego. Nie chodzi tutaj o jego zachowanie czy upodobanie do damskiego ubioru, ale o sposób budowania związków. Kuba również nie budzi zaufania, a zmusza do współczucia, co nie jest tutaj korzystne.
"Siedem szklanek" zdaje się więc po porostu opowieścią o dwójce homoseksualistów, żyjących we współczesnym świecie i zmagających się z różnymi problemami, głownie tymi natury emocjonalnej. Tyle. Bez żadnych ukrytych znaczeń.


2 lutego 2012

Ktoś tutaj był...

fot. Krzysztof Gierałtowski

Coś się tu nie zaczyna
w swojej zwykłej porze.
Coś się tu nie odbywa
jak powinno.
Ktoś tutaj był i był
a potem nagle zniknął
i uporczywie go nie ma.














Serdecznie polecam dokument o Wisławie Szymborskiej Chwilami życie bywa znośne. Niesamowita kobieta !






Zapalniczka statek "rozwala" system ;)



30 stycznia 2012

Projekt klasyka!

Świat literatury to świat niezwykle rozległy. Pojedyncze dzieło łatwo może się w nim zgubić, a  książki uwielbiane w jednym roku, w drugim zostają zapomniane.
Co jakiś czas ktoś przypomina utwory, które na wieki wpisały się w kanon literatury, ale pod natłokiem masowej papki, nie mają szans na powrót i drugie życie.
Dlatego, co jakiś czas startują wyzwania czytelnicze, mające na celu odświeżenie tak zwanej klasyki.
Jak zdefiniować ową klasykę? Nie ma jednego wytłumaczenia dla tego słowa. Każdy zakwalifikuje tu inne utwory. Potwierdzeniem tego są liczne dyskusje na temat nie tylko samej listy arcydzieł, ale i chociażby lektur szkolnych (bo przecież na lekcjach języka polskiego uczniowie mają zapoznać się właśnie z utworami charakterystycznymi, wyróżniającymi się na tle konkretnej epoki).
W kwestii klasyki należę chyba do konserwatywnego obozu. Może dzisiaj trudno dostrzec w książkach sprzed lat i wieków tę niezwykłość, odmienność, wyjątkowość. Uważam jednak, że są książki, które znać należy i które trzeba próbować zrozumieć. Wymaga to czasu i skupienia, a tego nie wymaga większość współczesnych książek.
Nowy rok to nowe postanowienia. Jednym z nich jest nadrobienie zaległości właśnie w klasyce literatury. Projekt klasyka to moja własna lista książek, których znajomość muszę i chcę uzupełnić. Nie wolno przecież zapominać o dorobku przeszłych pokoleń, na których gruncie rośnie przecież współczesna literatura! Dlatego, co jakiś czas na blogu ukażą się opinie o arcydziełach, nie cieszących się dzisiaj wielką popularnością.
Jak to wszystko wyjdzie - czas pokaże. Mam jednak nadzieję, że prędzej czy później lista (ciągle uzupełniana) zostanie przeze mnie zrealizowana :)

Co będę czytać? Zapraszam do zakładki Projekt klasyka w górnym menu :)

26 stycznia 2012

Dziewczyna w czerwonej pelerynia

Historię Czerwonego Kapturka zna każdy z nas. Wielkie oczy, uszy i zęby do dziś straszą małe dzieci, a babcie przemieniają się w krwiożercze wilki leżące pod ciepłą kołderką. Baśniowa historia staje się świetnym podkładem do snucia wszelkich opowieści z czerwoną pelerynką w tle. No i oczywiście z wilkiem...
Jak się okazuje nie tylko papier ale i filmowa taśma jest cierpliwa. Otóż odwracamy role - zawsze to film powstawał na podstawie książki. Tutaj jednak nowa wersja baśni powstała jako scenariusz, a jej uzupełnieniem miała być lektura "Dziewczyny w czerwonej pelerynie".
Nie byłabym sobą gdybym nie poplątała kolejności - z przyzwyczajenia sięgnęłam po papier, później po film. I był to zły wybór...
Valerie to młoda dziewczyna mieszkająca z siostrą i rodzicami w małej, średniowiecznej (?) wiosce. Spokojne wiejskie życie burzy jednak grasujący w okresie pełni wilk, który jak na razie zadowala się pozostawianymi przez mieszkańców zwierzęcymi ofiarami. Każdy wie, że noc królowania księżyca to czas szczególnej ostrożności. Ale kiedy w tajemniczych okolicznościach ginie siostra Valerie, mieszkańcy postanawiają rozprawić się ze swoim wrogiem raz na zawsze.
Losy Valerie są jednak bardziej skomplikowane. Oprócz zmartwień związanych z wilkiem, musi się ona także zmierzyć z początkami dorosłego życia - a więc wyborem męża. Dziewczyną interesuje się Henry, kowal, najbogatsza osoba we wsi. Zaręczyny młodych zostają zaaranżowane przez rodziców, co jednak nie podważa prawdziwości uczucia chłopaka. Do życia Valerie powraca też przyjaciel z dzieciństwa - tajemniczy i nieco dziki Peter. Po tragicznych wydarzeniach sprzed lat, chłopak zmuszony został do opuszczenia wioski. Ale lata rozłąki nie ostudziły jego uczuć. Pragnie uciec z Valerie i zacząć nowe życie z dala od mroków przeszłości.
Niestety wilk nie pozwala na spełnienie marzeń. Ataki nasilają się, a sprowadzony do wioski łowca wilkołaków wznieca wśród ludności atmosferę podejrzliwości - otóż mordercą jest ktoś z nich...
Książka, pomimo interesującego wątku, nie zachwyciła mnie. Wydawała się niedopracowana, pisana naprędce, bez większej pasji. Ot, zwykłe czytadło na nudny wieczór.

Po przeczytaniu książki sięgnęłam po film. I o ile nie byłam zachwycona wersją papierową, tak filmowa wersja pozostawiła jeszcze większy niesmak. Przewrotnie, nieciekawa książka, zyskała w konfrontacji ze swoim pierwowzorem. Faktycznie uzupełniła wątki, pozwoliła na lepsze poznanie bohaterów i ich uczuć. Nudny i fragmentaryczny film świetnie działa na kłopoty z bezsennością. Jedyne, co udało się twórcom to dobór aktorów.


Nie polecam zarówno filmu jak i książki. Są o wiele ciekawsze sposoby spędzenia wolnego czasu, a jeśli ktoś koniecznie chce poznać nowego Czerwonego Kapturka to zdecydowanie zalecam sięgnięcie po książkę.