Po moim pierwszym spotkaniu z twórczością Jacka Piekary, a zarazem pierwszym spotkaniu z Mordimerem, przyszedł czas na podtrzymanie tego kontaktu. Tym razem w bibliotece nawinął się "Charakternik", który przykuł uwagę już samą okładką. A gratisem stało się pewne historyczne tło samej opowieści.
"Charakternik" to powieść osadzona w przełomie XVIII i XVIII wieku. W kraju gdzie panowała szlachta, nie zawsze ciesząca się dobrą sławą, mogło dziać się wszystko. Niczym dziwnym nie była więc podróż dwóch nieznajomych jegomościów i towarzyszącego im przewodnika. Ciekawie zaczyna się robić, gdy niepozorny Myszkowski okazał się osobnikiem doskonale władającym wszelką bronią i odznaczającym się nadzwyczajną siłą. Szczurowicki to z kolei osoba bardziej skora do rozmów niż wspomniany "siłacz", a napotkany, pokaźnej masy Żytowiecki, wplątał się w historię. w której w ogóle nie powinien się znaleźć.
Pierwszą oznaką "dziwności" szlachciców jest bójka w karczmie, która zmusiła ich do zaszycia się w leśnym odludziu. Żytowiecki ciągle jednak wywiązuje się z danego słowa, a rosnące obawy dopuszczają do głosu barwne wyobrażenia o najbliższej przyszłości. Jednak ciekawość bierze tutaj górę. Myszkowski i Szczurowicki udają się bowiem w odwiedziny do znanego szlachcica, który po powrocie z wojny "zbzikował". Otoczony grubymi murami i wierną służbą, obrósł w tajemnicę i plotki sąsiadów. Jak więc obaj podróżni chcą dostać się do tej twierdzy i zamienić choć jedno słówko z gospodarzem?
Okazuje się jednak, że Myszkowski i Szczurowicki poszukują pewnych artefaktów, mających pomóc w zbliżającej się elekcji. Na jaw wychodzi także ich znajomość z nieczystymi mocami i łatwość pokonywania wszelkich przeszkód pojawiających się na ich drodze. Także Żytowiecki zostaje wplątany w ich "magiczny" świat - jego sny to swego rodzaju proroctwa, przejścia na stronę śmierci i rozmowy z osobami w jakimś stopniu związanymi z misją dwóch szlachciców. Wszystko to prowadzi do niespodziewanego końca...
Internet pełen jest recenzji i opinii o "Charakterniku". Na nieszczęście Piekary przeważają głosy negatywne, rozczarowane książką. Ja, choć w ogóle nie znam twórczości pisarza, muszę do tych głosów dołączyć. Muszę też powtórzyć, że właściwie jest to powieść o niczym. Brak rozwiązania losów i misji dwóch głównych bohaterów, dziwny koniec samego Żytowieckiego, postacie Myszkowskiego i Szczurowickiego, których rys jest nieco pobieżny - wszystko to składa się na dosyć przeciętną książkę. Oczywiście sama historia, bardziej dopracowana, mogła stać się świetną i wciągającą. Po prostu ma się wrażenie, że Piekara
pisał szybko i zabrakło mu czasu na rozwinięcie... no właśnie - wszystkiego.
Chyba jednak szkoda poświęcać czasu na powieść, która zdaje się być rysem czegoś większego i lepszego przede wszystkim. Co prawda wiele jest książek gorszych, gdzie autor nie ma tak fantastycznego stylu jak Piekara, ale z drugiej strony sporo dzieł przewyższa "Charakternika". Cóż, decyzję pozostawiam czytelnikom, którzy nie należą do grona miłośników twórczości Jacka Piekary, a po jego książki sięgają okazyjnie.

0 komentarze:
Prześlij komentarz