26 stycznia 2012

Dziewczyna w czerwonej pelerynia

Historię Czerwonego Kapturka zna każdy z nas. Wielkie oczy, uszy i zęby do dziś straszą małe dzieci, a babcie przemieniają się w krwiożercze wilki leżące pod ciepłą kołderką. Baśniowa historia staje się świetnym podkładem do snucia wszelkich opowieści z czerwoną pelerynką w tle. No i oczywiście z wilkiem...
Jak się okazuje nie tylko papier ale i filmowa taśma jest cierpliwa. Otóż odwracamy role - zawsze to film powstawał na podstawie książki. Tutaj jednak nowa wersja baśni powstała jako scenariusz, a jej uzupełnieniem miała być lektura "Dziewczyny w czerwonej pelerynie".
Nie byłabym sobą gdybym nie poplątała kolejności - z przyzwyczajenia sięgnęłam po papier, później po film. I był to zły wybór...
Valerie to młoda dziewczyna mieszkająca z siostrą i rodzicami w małej, średniowiecznej (?) wiosce. Spokojne wiejskie życie burzy jednak grasujący w okresie pełni wilk, który jak na razie zadowala się pozostawianymi przez mieszkańców zwierzęcymi ofiarami. Każdy wie, że noc królowania księżyca to czas szczególnej ostrożności. Ale kiedy w tajemniczych okolicznościach ginie siostra Valerie, mieszkańcy postanawiają rozprawić się ze swoim wrogiem raz na zawsze.
Losy Valerie są jednak bardziej skomplikowane. Oprócz zmartwień związanych z wilkiem, musi się ona także zmierzyć z początkami dorosłego życia - a więc wyborem męża. Dziewczyną interesuje się Henry, kowal, najbogatsza osoba we wsi. Zaręczyny młodych zostają zaaranżowane przez rodziców, co jednak nie podważa prawdziwości uczucia chłopaka. Do życia Valerie powraca też przyjaciel z dzieciństwa - tajemniczy i nieco dziki Peter. Po tragicznych wydarzeniach sprzed lat, chłopak zmuszony został do opuszczenia wioski. Ale lata rozłąki nie ostudziły jego uczuć. Pragnie uciec z Valerie i zacząć nowe życie z dala od mroków przeszłości.
Niestety wilk nie pozwala na spełnienie marzeń. Ataki nasilają się, a sprowadzony do wioski łowca wilkołaków wznieca wśród ludności atmosferę podejrzliwości - otóż mordercą jest ktoś z nich...
Książka, pomimo interesującego wątku, nie zachwyciła mnie. Wydawała się niedopracowana, pisana naprędce, bez większej pasji. Ot, zwykłe czytadło na nudny wieczór.

Po przeczytaniu książki sięgnęłam po film. I o ile nie byłam zachwycona wersją papierową, tak filmowa wersja pozostawiła jeszcze większy niesmak. Przewrotnie, nieciekawa książka, zyskała w konfrontacji ze swoim pierwowzorem. Faktycznie uzupełniła wątki, pozwoliła na lepsze poznanie bohaterów i ich uczuć. Nudny i fragmentaryczny film świetnie działa na kłopoty z bezsennością. Jedyne, co udało się twórcom to dobór aktorów.


Nie polecam zarówno filmu jak i książki. Są o wiele ciekawsze sposoby spędzenia wolnego czasu, a jeśli ktoś koniecznie chce poznać nowego Czerwonego Kapturka to zdecydowanie zalecam sięgnięcie po książkę.

1 komentarze:

  1. Mnie się bardzo odoba piosenka Fever Ray z trailera. Szkoda, że film słaby, zapowiadał się ciekawie.

    OdpowiedzUsuń na zawsze